piątek, 6 czerwca 2014

Iran 6 - drukowanie

"Fakfour"

Mały rodzinny zakład, w którym od pokoleń, takimi samymi metodami wyrabia się obrusy. Wzory nanoszone są pieczątkami. Jeden obrus, wiele pieczątek i kolorów. Starszy Pan ma 90 lat. Drukuje wzorki na obrusach od 70kilku lat (zaczynał jako nastolatek). Nie narzeka, lubi swoją pracę i o emeryturze nie myśli. Obok pracuje jego syn. Być może niedługo zacznie pracować jego wnuk. To samo miejsce, ta sama technika, ta sama rodzina.
Nie była to wizyta pod tytułem "wycieczka wpada do tradycyjnego zakładu na 10 minut na tradycyjne zakupy". Porozmawialiśmy długo, może godzinę. O obrusach, polityce, Polsce, Iranie, Putinie, Ukrainie, polskich wojennych losach stykających się poprzez Armię Andersa z Iranem...
Lubię rzeczy które wytworzyła sprawna dłoń rzemieślnika, a nie szybka maszyna w Chinach. Kupiłem dwa obrusy. Jeden dostanie Olga i tak ten łańcuszek pokoleniowy, zaczynający się w małej fabryczce Fakfour w Isfahanie będzie miał dalszy ciąg w kolejnych pokoleniach Sówek.







3 komentarze:

  1. tu byłem : )

    btw właśnie takich spotkań i momentów zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie ma co zazdrościć :) trzeba jechać.
    Wbrew pozorom to nie taki wielki wydatek o ile się organizuje samemu
    i skromnie śpi na miejscu

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka myślałem, że najbardziej lubię wrocław drukarnia którą mają moi rodzice przynosiła nam dochody i myślałem, że będzie to się tak kręciło. ale okazało się, że lepiej jest mimo wszystko wyjechać sobie.

    OdpowiedzUsuń