niedziela, 8 czerwca 2014

Iran 7 -manifestacja





Bazar w Kashanie -  religijne święto.
Mężczyźni ubrani na czarno śpiewają, pokrzykują, biją się mocno dłońmi w piersi tak jak podczas święta Aszura. Pierwsza myśl, która mogłaby się nasunąć : jacyś fanatycy islamu, może "strażnicy rewolucji". Niechętnie będą na mnie patrzeć, na mnie jako przedstawiciela zepsutego Zachodu. Tak jednak się nie dzieje. Stoję, patrzę, robię zdjęcia, nikomu to nie przeszkadza. Manifestacja się kończy, ktoś ładuje sprzęt nagłaśniający na wózek, ktoś inny zwija sztandary. Ludzie się rozchodzą, mijają mnie, niektórzy się uśmiechają. Ktoś przechodząc mówi "hello" i podaje rękę.

Podróżując warto otworzyć się na kraj, ludzi, obyczaje.  Nie jedziemy przecież tysiące kilometrów od Polski po to aby tylko zobaczyć budynek z X wieku i zjeść frytki z keczupem w knajpie "dla turystów".
Gdy w naszym sercu nie ma strachu i gry potrafimy się otworzyć na tego "innego" człowieka to widzimy, że niezależnie od narodowości, religii, kraju jesteśmy (my-ludzie) tacy sami. Jest w nas wszystkich przede wszystkim pragnienie miłości, przyjaźni, bezpieczeństwa. Z każdą podróżą bardziej czuję tę jedność i to chyba jest największą nauką płynącą z podróżowania.









piątek, 6 czerwca 2014

Iran 6 - drukowanie

"Fakfour"

Mały rodzinny zakład, w którym od pokoleń, takimi samymi metodami wyrabia się obrusy. Wzory nanoszone są pieczątkami. Jeden obrus, wiele pieczątek i kolorów. Starszy Pan ma 90 lat. Drukuje wzorki na obrusach od 70kilku lat (zaczynał jako nastolatek). Nie narzeka, lubi swoją pracę i o emeryturze nie myśli. Obok pracuje jego syn. Być może niedługo zacznie pracować jego wnuk. To samo miejsce, ta sama technika, ta sama rodzina.
Nie była to wizyta pod tytułem "wycieczka wpada do tradycyjnego zakładu na 10 minut na tradycyjne zakupy". Porozmawialiśmy długo, może godzinę. O obrusach, polityce, Polsce, Iranie, Putinie, Ukrainie, polskich wojennych losach stykających się poprzez Armię Andersa z Iranem...
Lubię rzeczy które wytworzyła sprawna dłoń rzemieślnika, a nie szybka maszyna w Chinach. Kupiłem dwa obrusy. Jeden dostanie Olga i tak ten łańcuszek pokoleniowy, zaczynający się w małej fabryczce Fakfour w Isfahanie będzie miał dalszy ciąg w kolejnych pokoleniach Sówek.







czwartek, 5 czerwca 2014

Iran 5 - rowerzysta


Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.
Ryszard Kapuściński


W Isfahanie, przed meczetem zamieszanie. Przyjechał Francuz. Przyjechał na rowerze. Przyjechał, bo w jego 9-letniej podróży przez świat na  dwóch kółkach do Ishafanu było mu po drodze. Turyści i miejscowi robią zdjęcia, zagadują, bo to przecież nie byle kto -  podróżnik prawdziwy. To widać z daleka.
- Hello, widzę że znasz się na fotografowaniu, zrobisz mi zdjęcie -  powiedział do mnie.
Przepędził wchodzących w kadr turystów, ustawił się i zrobiłem mu zdjęcie jego malutkim, sfatygowanym aparacikiem, oklejonym taśmą izolacyjną.
Potem wyciągnąłem swój trochę większy aparacik-Hasselblacik i zrobiłem zdjęcie dla siebie. Chwilę porozmawiałem w języku Francuzów i rowerzysta pomknął dalej.

9 lat na rowerze to już nie podróż, to sposób na życie. Ktoś powie - ja też tak chciałbym -rzucić wszystko i pojechać w świat. Czy to takie proste? Myślę, że trudniejsze od tego "porzucenia" świata jest zmierzenie się z sobą. Długa samotna podróż to także podróż do swojego wnętrza. To zmierzenie się ze swoimi myślami, ciszą, samotnością. Z każdym dniem podróżnik jest sprawniejszy. Wie co robić, czego nie robić, jak unikać kłopotów, jak dogadywać się z ludźmi, ale czy z każdym dniem jest mu lepiej w swoim własnym towarzystwem? 


środa, 4 czerwca 2014

Iran 4 - chleb

Chleb to podstawa wyżywienia, w Iranie także. Jest kilka rodzajów chleba, pieczonych w zależności od regionu. W moje chlebowe gusta najbardziej trafiał chleb w mieście Yazd. Bardzo cienki i smaczny, gdy jeszcze ciepły, prosto z pieca.








Kolacja Sowy


Obiad Sowy


wtorek, 3 czerwca 2014

Iran 3 - Mohammad

Spodziewałem się, że w Iranie spotkam miłych ludzi, czytałem o tym przed wyjazdem. Nie spodziewałem się jednak, że spotkam Irańczyka, który zaśpiewa hymn Polski. Siedząc przed meczetem w Yazd zacząłem rozmawiać z Mohammadem.
- Where are You from ?
- from Poland, Lachistan
- Jak się masz ? 
i dalej rozmowa potoczyła się mieszanką języków  angielskiego, polskiego i farsi.
        Mohammad usłyszał w serwisie You Tube piosenkę niejakiej Gosi Andrzejewicz (nie znam). Piosenka i piosenkarka tak go zafascynowała, że zainteresował się Polską, polskim językiem i polską historią. Zaśpiewał mi nie tylko hymn ale i "Dmuchawce, latawce wiatr" i kilka innych hitów. To było miłe i zaskakujące spotkanie.





poniedziałek, 2 czerwca 2014

Iran 2 - autobusy

Ląduje w Teheranie, jeszcze noc. Plan? Nie ma planu. Wiem , że chcę zobaczyć Yazd, Isfahan, może Shiraz. Paszport, trochę dolarów i przewodnik Lonely Planet to wystarczy aby podróżować i układać plan z dnia na dzień. Zaczynam rozmowę z młodym Irańczykiem lecących z Niemiec do domu. Jedź ze mną do Isfahan, to piękne miasto- mówi. Isfahan? Miałem najpierw jechać na południe do Yazd, ale czy kolejność ma aż takie znaczenie? Szybka decyzja ! Pierwszy mój kontakt z Iranem będzie w Isfahanie.

Autobus i w drogę. Pięć godzin autobusem do Isfahan to jak na warunki irańskie krótka podróż. Lubię tę chwilę, gdy wsiadam do autobusu. Wiem, że przede mną kilka godzin w czasie których nic nie muszę. Słucham muzyki, czytam, myślę, oglądam filmy w telefonie, zapisuje przemyślenia i spoglądam za okno.
Kilka stron przewodnika, film "Long way to freedom", w słuchawkach Farka Toure, za oknem kolejne kilometry zostają w tyle.
Tak będzie kilka razy podczas podróży. Czasem spędzę w autobusie 3-4 godziny, innym razem całą noc w drodze z Shiraz do Isfahan. 
















niedziela, 1 czerwca 2014

Iran 1 - people

Iran to tysiące lat historii, wspaniałe zabytki architektury, dywany i inne cudowne dzieła rąk ludzkich. Jednak nie to wszystko sprawia że warto jechać do Iranu. Do Iranu warto jechać ponieważ w żadnym kraju nie spotkałem ludzi tak miłych, bezinteresownych, chętnych do rozmowy, otwartych i pozbawionych jakiejkolwiek agresji.
Hello
Salam
How are You?
Khubam
What country
Lachistan
What is your profession?
How many children you have?
A potem o Iranie, polityce, życiu , godzinami czasem, w ławce parku , w samochodzie z kierowcą, w herbaciarni paląc wodną fajkę, na dywanie pod meczetem....